Oto nasza przyszłość. „Detroit: Become Human” - recenzja gry


Zastanawialiście się kiedyś, jakby to było, gdyby wszystkie wizje cybernetycznej przyszłości miały się nagle ziścić? 


Rok 2038. Idąc ulicą, mijamy co chwilę postacie z holograficzną opaską na ramieniu i migającą diodą w skroni. Niewiele mówią, wyrzucają z siebie tylko suche informacje. Wszyscy przechodzą obok nich z obojętnością, jakby nie istnieli. Ale żyją. Poznajcie androidy CyberLife.

Początek rewolucji


Detroit: Become Human to dzieło francuskiego studia Quantic Dream, znanego choćby z tytułów takich jak Heavy Rain, czy Beyond: Dwie dusze. Premierę miała 25 maja 2018 roku, kiedy została wydana na konsole PlayStation 4, a w grudniu 2019 doczekała się wersji dla użytkowników PC-tów. 


Źródło: Ostatnia Tawerna


Poznaj swoich sprzymierzeńców


Podczas gry wcielamy się w trzy androidy, których losy stopniowo się ze sobą splatają. Pierwszego poznajemy Connora – model RK800, przeznaczonego do pomocy policji w tropieniu defektów. „Grany” przez Bryana Decharta android na samym początku zachowuje się jak typowa maszyna – nie wykazuje jakichkolwiek uczuć, najważniejsze jest dla niego zadanie. Od gracza zależy, czy ten stan się zmieni, czy też nie. 
Kolejną postacią jest Kara AX400, model pomocy domowej, w którą wciela się Valorie Curry. Kara zostaje opiekunką Alice, dziewczynki z patologicznej rodziny, i wkrótce zostają zmuszone do ucieczki i ukrywania się. 
Ostatnim protagonistą jest Marcus, grany przez Jessego Williamsa, model RK200. Zajmuje się chorym malarzem, Carlem Manfredem. Wkrótce po rozpoczęciu gry zostaje defektem i zaczyna walczyć o wolność całej społeczności Androidów. 

Rozgrywka


Detroit w dużej mierze składa się z cut-scenek, gdzie liczy się refleks i wybory gracza. Jak przystało na produkcję fabularną, to właśnie nasze decyzje mają największy wpływ na to, jak potoczą się losy postaci. Ciekawostką jest to, że jeśli nasza postać umrze, jej wątek po prostu zostanie zakończony, więc musimy wybierać mądrze. Sam Quantic Dream chwali się, że gra ma ponad tysiąc różnych zakończeń, co czyni ją naprawdę wyjątkową na tle wielu produkcji, w których wybór zakończenia sprowadza się do jednej kluczowej decyzji w finale rozgrywki. Sam czas przejścia gry jest szacowany na około 10 godzin, jednak mnóstwo osób próbuje kilku kolejnych podejść, by poznać więcej możliwych rozwiązań i końcowych sekwencji.

Źródło: WP Gry

„Spaczenie pisarza”, czyli troszkę o fabule


Fabuła gry skupia się wokół rewolucji androidów-defektów, czyli tych maszyn, które zaczynają odczuwać coś na kształt ludzkich uczuć. Buntują się nie tyle przeciw ludziom, ile przeciwko ograniczeniom na nie nałożonym. Jako osoba, która tworzy własne teksty, jestem bardzo wyczulona na luki w fabule i z przyjemnością muszę przyznać, że tutaj ciężko było mi je odnaleźć. Historia jest spójna i nie ma widocznych dziur, gracz szybko, ale dyskretnie, zostaje wprowadzony w świat gry i praktycznie staje się jego częścią. Często zostajemy postawieni przed wyborami, w których nie ma dobrej odpowiedzi i musimy wybrać po prostu mniejsze zło. 

Nietuzinkowa, miła dla oka i adekwatna do współczesnych realiów


Uważam, że gra bardzo szybko zaskarbiła sobie sympatię graczy nie bez powodu. Jest jedną z niewielu – jeśli nie jedyną – pozycją naprawdę nieliniową. Ponadto moim skromnym zdaniem to, jak pokazane zostało tu prześladowanie androidów można bez większego problemu odnieść do naszych czasów. Grafika jest świetna, a patrząc na to, jak poprawiono ją do wersji „pecetowej” – będziemy mieć tam ucztę dla oka. Duży plus dla studia, że wreszcie zaczął otwierać się na inne platformy niż PlayStation, gdyż umożliwi to większej liczbie graczy poznanie kolejnych, oby równie dobrze zrobionych, produkcji. 

Autor: BoroK

METRYCZKA
Producent: Quantic Dream
Wydawca: Quantic Dream
Platformy: PS4, PC

Brak komentarzy