Jeszcze dzień do rewolucji... We. The Revolution – recenzja gry

Paryż. XVIII wiek. Rewolucja francuska. Ulice spływają krwią. 


W środku tego wszystkiego ty – sędzia Trybunału Rewolucyjnego. Pijak i hazardzista. Czy uda ci się zachować zdrowy osąd? 


Kiedy rozpoczynał się 2019 rok, miałam nadzieję, że trafię na grę, która spustoszy mnie emocjonalnie. Gdy jesienią poddałam już wszelkie nadzieje, trafiłam na We. The Revolution krakowskiego studia. Pierwsze chwile w grze nie zapowiadały takiego rollercoastera, jaki otrzymałam już po kilku fabularnych dniach rozgrywki. W ten sposób rok 2019 zakończyłam ze świadomością, że z pewnością sięgnę po kolejne gry Polyslash. Dlaczego? 

Osiemnasty wiek. Trwa rewolucja francuska. Ulicami płynie krew ludu i rebeliantów. Maximilien de Robespierre podżega wściekły tłum i stopniowo wprowadza terror. W środek tego wszystkiego trafiamy my w postaci sędziego Trybunału Rewolucyjnego, Alexisa Fidele. Z renomą pijaka i hazardzisty ciężko mu wydawać prawne wyroki, by nie zostać straconym przez rewolucjonistów, rodzinę lub lud za niesprawiedliwego. Musi więc udowadniać trzeźwość swojego osądu i uzasadniać decyzje, kto przeżyje, a kto trafi na szubienicę. Chociaż nie, nic nie musi. Równie dobrze może jak najszybciej załatwić sprawę bez dochodzenia jej sedna, by jak najszybciej udać się do rodziny lub na wieczorne rozrywki. Niemniej każdy wybór – w sądzie, w domu czy na ulicy – niesie ze sobą konsekwencje. Czasem jednym niefortunnym zdaniem możemy skazać kogoś na śmierć, zaś niesprawiedliwym wyrokiem – zrazić do siebie ważną grupę społeczną. Czy wcielając się więc w rolę Alexisa Fidele pomożemy stłumić rewolucję, czy też będziemy ją podżegać? 



Czemu waham się jak tchórz? 


We. The Revolution to jedna z najcięższych gier pod względem wyborów moralnych, w jakie kiedykolwiek grałam. Jako sędzia Trybunału przesiadujemy głównie na sali sądowej, jednak poza nią jest równie wiele miejsc, w których podjęte decyzje mogą wpłynąć na stosunek szarych obywateli, arystokracji czy nawet własnej rodziny do naszego bohatera i tym samym na dalszy przebieg rewolucji. Podejmując kolejne wybory, trzeba mieć na uwadze, jak wpłyną na poszczególne grupy społeczne. Nie warto ignorować francuskiego motłochu na rzecz ludzi o wyższym statusie albo przedkładać pracy ponad rodzinę. Istotne jest, by utrzymać jak najlepsze relacje ze wszystkimi, co jest niewiarygodnie trudne. A złe decyzje mogą doprowadzić do fatalnych rezultatów. 


Jeszcze dzień i będzie szturm! 


Krótkie wprowadzenie… i trafiamy na salę sądową. Zaczyna się przesłuchanie oskarżonego. Przeglądamy akt oskarżenia – każde słowo może być istotne, po czym „bawimy się” w skojarzenia, by połączyć różne elementy śledztwa i odblokować nowe ścieżki przesłuchania. Pytania, które zadajemy, nie pozostają bez reakcji ze strony ławy przysięgłych i obywateli, podobnie jak długość prowadzonych procesów. My zaś musimy wyciągnąć z usłyszanych zeznań właściwe wnioski i wydać wyrok. Gra nie podpowie nam, czy nasza decyzja jest właściwa i czy dobrze rozgryźliśmy całe oskarżenie. Możliwe, że wyślemy na szafot osobę kompletnie niewinną, a wypuścimy recydywistę. Co więcej, wola ludu, rewolucjonistów, naszej rodziny i ławy przysięgłych nieraz mocno się różnią, więc wybierając jedno rozwiązanie, zrazimy do siebie część z nich. 




Jeszcze dzień, jeszcze świt, jeszcze noc. 


Po pracy w sądzie wracamy do domu. Możemy albo postawić na hazard z ojcem, spacer z całą rodziną, koncert muzyki jednego z synów, wspólne czytanie lub po prostu na przygotowanie do kolejnego dnia pracy. Od naszych wyborów zależą relacje z czterema domownikami, a z kolei od nich – wpływ, jaki mogą wywrzeć na poszczególne grupy społeczne. Nieraz trafiamy również na różne przygody na mieście, w które możemy, lecz nie musimy, się angażować. Tłum gapiów, ataki zwierząt, bijatyka na pogrążonych w mroku ulicach – to tylko niektóre z pojawiających się cut-scenek, w których nieraz możemy mieć wpływ na przebieg wydarzeń, co z kolei przekłada się potem na naszą popularność w kraju. 
Zresztą gra nie pozwala nam zapomnieć o istocie tych elementów – relacji i popularności – co chwila wpychając nam na salę sądową rodzinę, która próbuje wpłynąć na wyrok, lub też informując, że ława przysięgłych nie jest zadowolona z tego, że postąpiliśmy wbrew ich decyzji i uważa nas za wroga. 
Jeśli narazimy się którejś grupie za bardzo, czekają nas tragiczne konsekwencje, w tym nawet śmierć. 



Wolność jest na barykadach! 


We. The Revolution jest produkcją niezmiernie wciągającą i zaskakującą dodawanymi wraz z kolejnymi etapami rozgrywki nowymi elementami. Krakowskie studio stworzyło perełkę w postaci symulatora sędziego i to w niezmiernie trudnych czasach rewolucji francuskiej. Ta jedna gra sprawiła, że z niecierpliwością będę wypatrywać ich kolejnych tytułów na rynku gier, a do samego We. The Revolution na pewno jeszcze nieraz wrócę. 

Autor: Natalia "Taliya" Pych

Tekst ukazał się również na portalu Popbookownik. Treść została częściowo zmieniona.

Brak komentarzy