Coś absurdalnego, ale jakże pięknego. Truberbrook - recenzja gry

Jak tu można nie lubić gier indie, kiedy oferują zabawę przy takich wynalazkach?

Obrus jako trampolina. Szpital dla kosmitów. I w końcu wędka w zamian za wibrator. Oto Truberbrook.


Poznajcie Hansa Tannhausera, który pewnego dnia 1967 roku w Ameryce dostaje list, a w nim informację, że wygrał wakacje w małym niemieckim miasteczku Truberbrook. Nieco po sezonie i do tego w konkursie, w którym nie brał udziału, ale jeśli mógł to wykorzystać do skończenia swojej pracy na temat fizyki kwantowej… Mężczyzna pokonuje pół globu i przyjeżdża do mieściny, która okazuje się być porządnie odizolowana od reszty świata. Autobus kursuje raz na kilkanaście dni, policja znajduje się mile stąd, a największą atrakcją jest zamknięte kino. W hoteliku poznaje Gretchen, młodą i ciekawską dziewczynę. Gdy pierwszej nocy zostaje okradziony – o dziwo, z notatek o fizyce kwantowej! – postanawia połączyć siły z dziewczyną i w zamian za znalezienie złodzieja, pomóc jej zbadać tajemnice Truberbrook. Niestety nie wszystko idzie zgodnie z planem...




Cud, jakim jest fotogrametria


Wiem, że nie ocenia się gry po okładce, ale gdy ja pierwszy raz zobaczyłam Truberbrook, miałam mieszane odczucia. Coś mnie w niej ujmowało, jednocześnie sprawiając, że lekko się krzywiłam i kręciłam głową. Na szczęście po odpaleniu gra okazała się pełna przepięknych krajobrazów. Według znalezionych przeze mnie informacji, zawdzięcza to wykorzystaniu techniki fotogrametrii. Otoczenie, po którym porusza się bohater i dalsze pejzaże zostały najpierw stworzone jako prawdziwe i namacalne makiety, które następnie skanowano i przenoszono do gry w jak najlepszej jakości. Moim zdaniem jest to fenomenalny zabieg, który dodaje mnóstwo walorów estetycznych tej produkcji! 

Akcja pędzi na łeb, na szyję!


Wydawałoby się, że skoro wygrany pobyt w Truberbrook ma miejsce po sezonie urlopowym, to pewnie zbyt wiele się tu dziać nie może. A tu proszę, Hans zostaje okradziony już pierwszej nocy, wyrusza w szaloną podróż za germańskimi bóstwami, a nawet zostaje uwięziony w… Ani słowa więcej! Powiem krótko – dzieje się! Nie ma miejsca na nudę. Każda mniejsza zagadka lub ciąg zdarzeń prowadzi do kolejnego wątku i popycha fabułę do przodu. 

Niestety nie wszystko wyszło tu idealnie. Szczególnie że fabuła wydaje się mocno pospieszona i gra  kończy się po prostu zbyt szybko. 



Logika nieco kuleje


Niektóre łamigłówki wręcz zbyt mocno rozmijały się z jakąkolwiek logiką. W tym akapicie przedstawię kilka przykładów, więc jeśli ktoś boi się spoilerów, zachęcam do pominięcia tej części tekstu. Chodzi mi mianowicie o zagadki, które poniekąd przekraczają granice dobrego smaku lub też po prostu łamią prawa fizyki. Do takich sytuacji wlicza się między innymi ratowanie kota z drzewa, który po trafieniu „strzałem” z dmuchnięcia w rurkę spada na obrus rozłożony na łódce pod gałęzią, od którego odbija się niczym od trampoliny i ląduje kilka metrów obok na czterech łapach. Dodajmy do tego scenę, w której właścicielka hoteliku oferuje Hansowi, że pożyczy mu wędkę, jeśli da jej coś w zastaw, a ten proponuje wibrator znaleziony pod wynajmowanym łóżkiem – kobieta reaguje na niego bardzo entuzjastycznie i w mgnieniu oka odwraca się do nas tyłem, chyba by sprawdzić, czy działa (przecież inaczej nie można przyjąć w zastaw!). Co więcej, gdy próbujemy go potem odebrać, wręcza inny przedmiot i mówi, że o żadnej takiej zabawce nigdy nie słyszała. Możemy się domyślić, jaki los spotkał nasze znaleźne, ale cóż, przynajmniej nikt nie posądzi Hansa o dziwne upodobania

Truberbrook miało być jedną z tych produkcji, które fani gier point&click polubią bez wahania. Tak zapewne mogłoby być, gdyby tylko ułatwione zostało poruszanie się między poszczególnymi lokacjami. Przy niektórych zagadkach musimy dość sporo się przemieszczać i kombinować, co zrobić, by pójść dalej i wówczas szukanie przejść do kolejnych miejsc może stać się lekko irytujące. 



Gra może fascynować, ale...


Nie mogę odmówić tej grze potencjału, gdyż zdecydowanie go ma. Moim zdaniem twórcy nie wykorzystali go w pełni, oprawiając całą historię w nieraz denne i bezsensowne żarty oraz nielogiczne łamigłówki. Truberbrook nie jest grą innowacyjną, nie oferuje nic, czego fani przygodówek science fiction już nie znają, ale jednocześnie fascynuje. Do tego warto na nią spojrzeć nieco przychylniejszym okiem, gdyż jest efektem kampanii na Kickstarterze. Dlatego właśnie mimo kilku niedociągnięć uważam, że gra zaoferuje każdemu miłośnikowi gier przygodowych dużo dobrej zabawy.

Autor: Natalia "Taliya" Pych

Tekst ukazał się również na portalu Popbookownik. Treść została częściowo zmieniona.

Brak komentarzy