Wesołe jest życie staruszka - gramy w demo Just Die Already

Niedawno pisałyśmy o zapowiedzi nowej gry twórców The Goat SimulatorJust Die Already. W ramach niedawno zakończonego Festiwalu Gier Steam udostępniono demo gry – można było zobaczyć, jak to jest być starym człowiekiem.



Gra zaczyna się od leżenia na łóżku w domu (nie)spokojnej starości. Trzeba najpierw ogarnąć, że dzięki naciskaniu spacji postać skacze na równe nogi (jeśli tylko jeszcze je posiada), czym doprowadza się do jako takiego porządku. Fizyka i towarzysząca jej charakterystyczna bezwładność ruchów jest bardzo zbliżona do Goat Simulator, więc jeżeli ktoś już w to grał, na pewno będzie się czuł pewniej.

Wstajesz więc i rozglądasz się, żeby zauważyć, że już w pierwszym pomieszczeniu jest mnóstwo rzeczy, z którymi można wejść w interakcję. Z jednej szuflady wyskakuje butelka, z drugiej jeszcze coś innego, w lodówce jest dziwny krab albo homar, który okazuje się żywy i niebezpieczny, ale po wycofaniu się na bezpieczną odległość od lodówki trafiasz na bardzo sprężysty materac, dzięki któremu tracisz głowę za sprawą wentylatora u sufitu lub, jeśli nakierujesz się troszkę inaczej, kaleczysz którąś kończynę za sprawą karykaturalnej łapki leżącej na komodzie.

Oczywiście szybko uciekasz z tego pokoju, żeby pomyszkować w innym – ale tam wcale nie jest lepiej. Z jednej szuflady wyskakuje jakiś facet, znany już ze zwiastuna, który bardzo chce cię ubić, chowasz się więc w łazience i próbujesz wziąć prysznic... Oczywiście strumień wody wypycha cię na przeciwległą ścianę i kończysz jeszcze bardziej poraniony.



Bez dwóch zdań trzeba uciekać z tego domu wariatów. Tak się składa, że akurat zostajesz z niego wykopany – trzeba nadmienić, że nawet jeśli nie masz już na przykład ani ręki, ani nogi i wyglądasz jak na powyższym zrzucie ekranu, i tak malowniczo i kreskówkowo wylatujesz z tego przybytku.

W tej grze dosłownie nie da się normalnie zwiedzać świata. Na każdym rogu czai się gniazdko tryskające elektrycznością albo rosły facet, który chce cię wrzucić pod samochód. Tuż po zawiązaniu akcji zaczepia cię koleś, żeby wytłumaczyć ci, o co mniej więcej w tym wszystkim chodzi, i robi to nawet jak wyglądasz tak:

Hej, ziomek, nie zauważyłeś, że nie mam uszu i nie mogę cię słyszeć?


Świat wersji demonstracyjnej jest malutki i ograniczony czerwonymi strefami, za które się już nie da przejść, ale trzeba przyznać, że twórcy naszpikowali go różnymi ukrytymi miejscami i przedmiotami, które można wypróbowywać. Można zamęczać siebie lub innych na najróżniejsze sposoby. Doskonała zabawa!

Trzeba nadmienić, że w tym świecie należy się mieć cały czas na baczności, bowiem boomersi nie są zbyt mile widziani – widać to zarówno w tym, jak zachowują się w stosunku do ciebie inne postaci, jak i w szczegółach, jak wszechobecne plakaty z hasłem: "Kill a boomer today!".

Co można robić? Zbierać osiągnięcia, które są oznaczone w Challenge Book i zamieniać je później na różnorakie profity. Trzeba więc dać się porazić prądem, zrespawnować się w śmietniku, a także coś zjeść lub się napić – ale nawet z tym ostatnim należy uważać, gdyż po wypiciu niezidentyfikowanego napoju z lodówki w domu starców bohater po prostu... wybucha.



Można rzucać piłkami w przechodniów, strzelać w nich skórkami z banana, lać ich tym, co ma się akurat pod ręką czy próbować wrzucić ich do zgniatarki śmieci (próbowałam to zrobić dobre dziesięć minut i nie wstydzę się tego).

Przy przechodzeniu przez ulicę polecam uważać na samochody – wprawdzie jedno przejechanie cię nie zabije, ale za pierwszym samochodem szaleńczo mknie następny... i jeszcze następny... Dostaje się nawet Bogu ducha winnym NPC-om, którzy, nawiasem mówiąc, nie zachowują się szczególnie naturalnie.

Można też próbować latać na różne sposoby – na przykład odpalając gaśnicę albo wchodząc na specjalnie do tego przygotowany szyb wentylacyjny:



Cóż, tekst zbliża się już ku końcowi, a ja nie wspomniałam jeszcze nawet o połowie rzeczy, które udało mi się zrobić albo których próbowałam podczas stuminutowej sesji. Powiem tyle: mimo najszczerszych chęci nie udało mi się ogarnąć osiągnięcia, w którym trzeba ze swoją głową pod pachą przejechać się na specjalnym koniku.

Nic więcej nie zdradzę. Mimo że gra na pierwszy rzut oka wydaje się zbyt chaotyczna, można się do tego przyzwyczaić i bardzo dobrze bawić, odkrywając, co się da jeszcze uszkodzić lub malowniczo rozwalić. A jeśli coś pójdzie nie tak, zawsze można respawnować się w śmietniku.

Autorka: Kasia „Kasika” Kozioł

Brak komentarzy