Koniarze, łączmy się! Howrse - recenzja gry


Kochasz konie? Lubisz gry przeglądarkowe? Nie męczy Cię konieczność regularnego zaglądania do świata gry? Mamy coś dla Ciebie.



Howrse jest przeglądarkową grą od Ubisoftu, w której zakładasz własną hodowlę koni. Zajmujesz się nimi, wystawiasz w zawodach, a z czasem możesz otworzyć ośrodek jeździecki oraz stworzyć własną drużynę. Brzmi jak bajka, prawda?



Trudne początki


Już na wstępie – gdy tylko założymy konto – wybieramy rasę naszego pierwszego konia, a miła pani tłumaczy, jak wszystko działa. I jest fajnie – dopóki dostajemy to, czego potrzebujemy. Jednak kiedy samouczek dobiegnie końca… Wiśta wio, samotny jeźdźcu!



Gdy zostajemy sami, dysponujemy trzema wierzchowcami, którym możemy nadać imiona, a z biegiem czasu spersonalizować je pod kątem wyglądu i akcesoriów. Oczywiście jako nowi gracze nie mamy dostępu do większości funkcji w grze, takich jak: sprzedaże bezpośrednie, wymiana przedmiotów, ośrodek jeździecki czy sprzedaże zarezerwowane.





Jednak nie ma co się zniechęcać! Wystarczy trochę cierpliwości oraz wypełnianie Codziennych Celów i zaraz będziemy kręcić solidny interes w świecie koni. Mój staż wynosi 34 dni i już mam odblokowane wszystkie opcje, a na przyrost wirtualnej waluty (zwanej Equus) nie narzekam. Należy jednak pamiętać, że – jak w wielu grach tego typu – wypada zalogować się chociaż raz na dzień, żeby naszych podopiecznych nakarmić, oporządzić i przygotować do snu, aby ich statystyki nie spadły następnego dnia. Na szczęście sporadyczne zaniedbanie nie skutkuje jakimiś makabrycznymi konsekwencjami. Naprawdę trzeba się postarać, aby któryś z naszych pupili stracił życie przez brak troski. Takim działaniem może być np. obniżenie poziomu energii konia podczas treningów do mniej niż 10%. Jeśli nie mamy dostępnych przysmaków lub Czarnej Orchidei, to biedne zwierzę niestety padnie w nocy.



Nie tylko zwykłe konie


W grze możemy zdobyć różne rodzaje koniowatych, m.in. jednorożce, pegazy, skrzydlate jednorożce, kuce, osły, konie pociągowe, a także konie specjalne (Boskie), które można wygrać w eventach, zdobyć w przedmiotach z Czarnego Rynku (o nim opowiem później) albo kupić za horrendalne sumy od innych graczy.



Boskie konie często są po prostu ozdobą profilu, podnoszą prestiż ośrodka jeździeckiego i przydają się do szpanowania przed innymi graczami. Wiele z nich można także wystawiać w zawodach. Przy okazji dają Ci coś specjalnego, w zależności od tego, którego z nich posiadasz.

 

Czarny Rynek


Na Czarnym Rynku, w zamian za kupony, można nabyć przedmioty magiczne. Kupony zdobywasz w trakcie gry (za niektóre Codzienne Cele, a później za wypełnianie Codziennych Misji), ale są również dostępne za prawdziwe pieniądze. Tak, gra posiada mikropłatności.



Rzeczy z Czarnego Rynku pomagają w rozwoju koni i zwiększaniu ich statystyk. Możesz kupić tam Kamień Filozoficzny, by zapewnić ulubieńcom nieśmiertelność; Złote Jabłko, które spersonalizuje ich wygląd; Krew Meduzy, aby zamienić konia w pegaza i kilka innych, mniej lub bardziej wartościowych gadżetów.



Straszny skok na kasę


Jak już wspomniałam, w Howrse używa się też prawdziwych pieniędzy. Z ich pomocą możesz pochwalić się kontem VIP i w ogóle wszystkim, o czym przeciętny gracz marzy. On musi ciężko pracować, aby zdobyć choć połowę z tego, co gracz bardziej majętny może sobie po prostu kupić. Jasne, można grać bez wydania ani złotówki, ale jest to dość frustrujące. Same eventy, co prawda, umożliwiają graczom zdobycie cennych rzeczy, ale bez płatności nie jest się w stanie zgarnąć wszystkiego. 

 

Dobra rozrywka?


Zdaję sobie sprawę z tego, że moja wcześniejsza wypowiedź może zniechęcać, ale mimo wszystko serdecznie polecam Howrse. Wymieniłam tylko wybrane aspekty gry, bo chciałam, aby recenzja była zwięzła, ale po zestawieniu plusów i minusów uważam, że gra jest naprawdę warta uwagi. Loguję się do niej codziennie, delektuję się dobrą oprawą graficzną i przyjaznym interfejsem. Pielęgnacja koni sprawia mi przyjemność, wystawianie do zawodów zagrzewa do walki. Ach, i nie zapominajmy o aukcjach! To czatowanie na upatrzonego konia, aby przy końcówce licytacji przepychać się z jakimś innym upartym graczem i przebijać oferty o kolejne kwoty – coś niesamowitego!



Kiedy opanuje się podstawy gry i obierze konkretny cel, to rozgrywka przynosi wiele satysfakcji. Jedyn, w co obowiązkowo trzeba się w niej uzbroić, to cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość. Wspomniałam o cierpliwości?

Autorka: Nora

1 komentarz: