Posłuchajmy śpiewu ptaków. Wingspan: Na skrzydłach - recenzja gry


Szum sercowatych zielonych liści grabu, trzepot niebieskich skrzydeł modrosójki i ciepły powiew letniego wiatru. Poznajcie Wingspan.


Na łonie natury rozgrywa się – na pierwszy rzut oka – sielski spektakl o jedzeniu, rozmnażaniu i codziennym życiu. Czy Na skrzydłach rzeczywiście jest relaksującą wirtualną grą planszową opartą o karty, która zachęci nas nie tylko do obserwowania ptaków, ale i całego kręgu życia?

 

Pierwszy moment w Wingspan przyprawił mnie o lekkie zmieszanie i dużą dozę zirytowania. Niezły początek jak na – wedle zapowiedzi twórcy, czyli Monster Couch –  relaksującą karciankę, prawda? Co poszło nie tak?

 

Samouczek

Nigdy nie grałam w fizyczną wersję tej planszówki, nie znałam zupełnie jej zasad i musiałam nauczyć się wszystkiego od podstaw. Jak każdy początkujący gracz skorzystałam z opcji poznania reguł rozgrywki. W pierwszej chwili wszystko zdawało się klarowne, ale szybko włączono zbyt wiele elementów samouczka na raz, przez co powstał chaos – wiedza powinna być bardziej dozowana, nawet jeśli samouczek miałby być dwa razy dłuższy.

Gdy postać wprowadzająca o imieniu Robin z pełnym optymizmem oznajmiła: „W drugiej rundzie mogę pokazać ci bardziej zaawansowane rzeczy!”, złapałam się za głowę i pomyślałam: „To jest tutaj coś bardziej skomplikowanego?!”. W chwili, w której piszę tę recenzję, zdecydowanie brakuje poukładania treści i podzielenia jej na mniejsze dawki. Są to kosmetyczne sprawy – ot, zmienienie kolejności wyjaśniania, odłożenie czegoś na później, być może zwiększenie liczby przykładów.

 


W pewnym momencie Robin mówi, że
po zakończeniu tury niebieska kostka turowa przemieszcza się na „siedlisko” na znak, że tura została przeprowadzona. Strzałka wskazuje ikonę „siedliska”, a ja patrzę na ekran, mając pierwszy raz styczność z grą, grafiką, obrazkiem i myślę sobie: „Gdzie ta kostka jest? Czy mi coś ucina i za ekranem coś powinno się jeszcze pokazać?”. Dopiero za czwartym razem zauważyłam, że rzeczywiście jest tam mała, przezroczysta kostka turowa. Przez brak dokładnego oznaczenia, o czym akurat mowa, pierwsze przejście samouczka pozostawiło chaos w mej głowie i irytację, że nadal nie wiem jak grać.

 

Druga wada samouczka to, jak wcześniej wspomniałam, zbyt dużo treści na raz. Zamiast wyjaśnić, że istnieje karmnik i z niego bierze się jedzenie (co byłoby na początku wystarczające), od razu wprowadzana jest informacja, że tu – strzałka wskazuje nam bliżej niesprecyzowane miejsce – są karmnikowe kostki, których akurat teraz nie ma w karmniku, ale mogą być wykorzystywane przez inne ptaki z określoną umiejętnością, chociaż teraz nie są w użyciu – istnieje jednak taka opcja i dobrze jest o niej wiedzieć. Trudno zrozumieć, co napisałam, prawda? Często czułam się zdezorientowana podczas samouczka, choć to akurat jego prostszy element.


 

Myślę, że powinno się tłumaczyć jedną rzecz na raz, bez zagłębiania się w szczegóły, a następnie, wraz z kolejnymi turami, zwracać uwagę na drobnostki. Najlepiej z pokazaniem przykładu w użyciu - za pomocą ptaka, który z tych mechanik korzysta.

Muszę jednak przyznać, że gdybym grała wcześniej w fizyczne Wingspan, to nie miałabym raczej problemów ze zrozumieniem zasad. Za czwartym podejściem i po kilkunastu rozgrywkach samouczek nie był już taki nieczytelny i właśnie wtedy skorzystałam z tych szczegółów wrzucanych siłą za pierwszym razem.

  


Wiejskie krajobrazy

Popastwiłam się, jednak mam nadzieję, że nikt nie skończył czytać na powyższej części, gdyż od teraz będzie już tylko lepiej! Zacznę od grafiki, bo wzbudziła we mnie dużo emocji. Rysunki są sielskie i urokliwe. Od razu przywodzą na myśl letnie zabawy na łące, zapach siana, ciepło promieni słonecznych na skórze i przyjemne bzyczenie owadów. Nasycone barwy, spójny klimat, jakby wyjęty spod pędzla, idealnie skrojony pod tego typu grę. Możemy wybrać jedno z pięciu dostępnych teł i szczerze przyznam, że miałam problem z decyzją – wszystkie mają swój urok. Jestem pewna, że każdy znajdzie takie, które najbardziej odpowiada jego gustom.

 

Pomówmy jednak o ptakach - w końcu o nich jest ta gra. Mamy sto siedemdziesiąt różnych gatunków, każdy z nich ma swoją unikatową animację i jest narysowany z taką dbałością, że wszyscy bez problemu odróżnią jednego wróblowatego od drugiego. Każdy skrzydlaty potomek dinozaura ma swoją kartę, na której znajdują się podstawowe informacje: czym się odżywia, jaki typ gniazda zakłada, na jakim siedlisku można go spotkać i jaką ma rozpiętość skrzydeł – po kliknięciu prawym przyciskiem myszy ukazuje nam się ciekawostka na temat konkretnego gatunku. Mały drobiazg, ale taki, który mnie ucieszył, to szczątkowa grafika wokół ptaka, dzięki której od razu widać, czy to raczej ptak naziemny (i będą towarzyszyły mu trawy), żyjący w koronach drzew (wtedy zobaczymy go na gałęzi), czy może ptak lubujący się w sadzawkach i rzekach.

 


Co w trawie piszczy?

Może to czapla zielona, a może pasówka płowa? Cóż, w tej grze możemy to usłyszeć, a przy większych staraniach nawet nauczyć się rozpoznawać głosy ptaków. Korzystając z własnej wiedzy i czystej ciekawości, jestem w stanie stwierdzić, że odgłosy są dobrane poprawnie.

Ogromnym plusem są ciekawostki czytane w polskiej wersji przez Krystynę Czubównę. Jakie było moje zdziwienie, kiedy usłyszałam jej charakterystyczny głos! Uważam, że wybranie jej na lektora było strzałem w dziesiątkę i nikt nie nadawałby się do tej roli lepiej niż ona.

Co zaś tyczy się melodii – jest przyjemna dla ucha, rzeczywiście relaksująca i zupełnie niewybijająca się na pierwszy plan... ale nic więcej. Brakowało mi natomiast ćwierkania ptaków (oczywiście poza momentem wybierania kart) i bzyczenia owadów. W kolejnych aktualizacjach autorzy mogliby postarać się o dodanie takich dźwięków.

 


Zaklikało

Mechanika gry jest prościutka, jak już oczywiście opanujemy reguły. Gra działa płynnie, nic się nie zacina i nie zawiesza. Jest tak, jak być powinno.

Co do samej rozgrywki – mamy tryb pojedynczego gracza (gra z Automą, SI o 3 stopniach trudności) i tryb wielu graczy, w którym wybieramy do czterech przeciwników (możemy zagrać na jednym komputerze ze znajomymi, sami ze sobą lub z mieszanką ludzie + Automa).

Jest też tryb online i tutaj chciałam naprawdę pochwalić Monster Couch za stworzenie dwóch opcji: szybkiej, w której gracz musi zakończyć swoją turę w przeciągu 5 minut i wolnej, w której na zakończenie tury ma aż 24 godziny. Niestety nie mogłam przetestować tego dogłębniej, bo grałam w wersję przedpremierową i zwyczajnie nie było innych uczestników. Myślę jednak, że opcja „wolniejsza” zostanie ciepło przyjęta.

 



Trudno wzbić się na szczyt

Poziom trudności według mnie jest dosyć wysoki, ale satysfakcjonujący – naprawdę trzeba przemyśleć każdy swój ruch i zrozumieć reguły, żeby wygrać. Z dobrze dobraną strategią jesteśmy w stanie zwyciężyć w każdej rozgrywce.

Dzięki 170 różnym kartom ptaków o różnych umiejętnościach, lekkiej losowości i losowo dobieranym celom do zwycięstwa, gra jest tak regrywalna, że jeśli tylko ją polubimy, to możemy w nią grać całe życie, a i tak pewnie nie rozegramy wszystkich możliwych rozdań.

 


Nie śpię, bo kolekcjonuję

Karty, których użyjemy podczas gry trafiają później do naszego Atlasu ptaków, gdzie możemy się im dokładniej przyjrzeć. Atlas posiada opcję filtrowania, dzięki czemu możemy porządkować karty pod względem wartości lub specyfikacji gatunkowych, jak np. rozpiętość skrzydeł. Myślę, że szczególnie ucieszą się z niego kolekcjonerzy, którzy, cytując klasyka, powiedzą: „Złapię je wszystkie!”.

Choć atlas jest bardzo dobrym dodatkiem, to byłby ciekawszy, gdyby nie tylko przedstawiał karty, ale też pokazywał ptaki w środowisku naturalnym - niekoniecznie fruwające, bo rozumiem, że to wymagałoby naprawdę dużego nakładu pracy. Jednak zasiedlanie lasu i obserwowanie, jak wypełnia się ptakami byłoby bardziej satysfakcjonujące niż samo odkrywanie kart.

 


Mowa zwierząt

Wszak ludzie to też zwierzęta. Monster Couch zdecydował się na przetłumaczenie gry na jedenaście języków, w tym trzy dostały także dubbing. Które? Oczywiście język angielski, chiński uproszczony i polski. Dlaczego polski, a nie francuski czy niemiecki?

Twórcą jest polskie studio, które na swoim koncie ma między innymi szeroko znany tytuł 60 Seconds. Warto ich pochwalić za polski dubbing, bowiem niektóre polskie studia się na niego nie decydują.

 


Uważam, że moja początkowa mocna irytacja ogólnym zagubieniem została odkupiona świetnym klimatem, przyjemną oprawą graficzną i muzyką oraz dobrą zabawą. Nawet granie z automą bawiło i powolutku staję się coraz lepsza w te klocki. Po premierze zamierzam kontynuować grę i zmierzyć się z prawdziwymi przeciwnikami. 

Autorka: Rithil

Brak komentarzy