Jak sobie radzić z wypaleniem zawodowym? Antyporadnik. Mosaic - recenzja gry


Zastanawialiście się kiedyś, czym jest wypalenie zawodowe albo depresja? Jak leczyć depresję? Jak walczyć z wypaleniem? Mosaic mogło dać odpowiedź na każde z tych pytań.


Każdy z nas ma taką grę, którą traktuje bardziej lub mniej osobiście. Powody ku temu mogą być dowolne – czasem fabuła bliska jest naszym marzeniom z realnego życia, innym razem jeden z bohaterów przypomina kogoś z rodziny, a kiedy indziej napotykamy sytuacje znane nam z autopsji. 


Mosaic wrzuca nas w ponurą, melancholijną rzeczywistość, w której towarzyszymy młodemu mężczyźnie w jego codziennej walce z życiem. Będąc jednym z trybików w ogromnej korporacyjnej fabryce, egzystuje od budzika do budzika, by z trudem wstać, umyć zęby i rozpocząć kolejny nijaki dzień w nieciekawym środowisku. Priorytetem jest wyrabianie się do pracy na czas, a przy tym dbanie o własne zdrowie psychiczne. Jednak czy w świecie, w którym wszyscy dopasowują się do bezlitosnych zasad i zdają się chodzić jak dobrze naoliwiona korporacyjna maszyna, jest miejsce na zasłuchanie się w muzyce ulicznego grajka czy obserwowanie bajkowego motyla?



Po pierwsze – dlaczego ja?

Część opiniotwórczą tej recenzji muszę zacząć od kilku słów o sobie. W ciągu ostatnich tygodni minęły cztery lata, odkąd rozpoczęłam walkę z depresją. Wiecie, czym charakteryzuje się ta choroba? Początkowo lekko pogorszonym nastrojem, niewielkimi problemami z koncentracją i snem, mniejszą ochotą na spotkania ze znajomymi czy wychodzenie z domu. Z czasem te objawy się nasilają – pech chciał, że mnie najmocniej trafiły na drugim roku studiów przy bardzo wymagających egzaminach. Do dziś pamiętam dni, w których wyglądałam za okno z piątego piętra szpitala, oczekując na rozpoczęcie zajęć i próbowałam pozbyć się złych myśli z głowy.

 

Należą Wam się jednak wyjaśnienia, skąd taka prywata w profesjonalnej recenzji. Otóż stąd, że gdy obserwowałam głównego bohatera Mosaic, widziałam nieraz siebie. Też miałam (i dalej miewam) okresy, w których codzienne wstawanie z łóżka na studia czy do pracy jest ogromnym wyzwaniem. Też nieraz patrzyłam na siebie w lustro i zastanawiałam się, kim jestem, po co żyję i jaki jest sens wielu rzeczy wokół mnie. I też często mnie to przygniatało.



Po drugie – po co robić grę o depresji, melancholii, beznadziei?

Powodów może być mnóstwo, a ja nie jestem w stanie wejść w głowy twórców gry z Krillbite Studio i Raw Fury. Jednak doceniam grę za otworzenie ludziom oczu na problem depresji i wypalenia zawodowego. Być może Mosaic sprawi, że wokół nas pojawi się chociaż pół procenta więcej empatii dzięki nieco lepszemu zrozumieniu choroby i beznadziei, w jakiej nieraz żyją osoby dotknięte tymi przypadłościami.

 

Z drugiej strony – nie jest to gra wybitna. Rozumiem, że twórcy chcieli sprawić, by gracz poczuł się tak jak jej główny bohater i powtarzalność każdego poranka, jak i zadań w pracy, miała oddać naszą codzienną monotonię. Nie jestem jednak pewna, czy nie przesadzili ciut za bardzo. Nie zrozumcie mnie źle – w Mosaic przesada była konieczna… do pewnego stopnia. Tutaj jednak zrobiono kilka kroków za dużo. Czasami naprawdę się nudziłam, codzienne spotykanie niespodzianki w domowej łazience zaczęło w pewnym momencie irytować, a zagrania blokujące wybór, czy chcę iść prosto do pracy, czy zatrzymać się i podziwiać motylka lub ulicznego grajka kosztem spóźnienia, w ciągu zaledwie godziny sprawiały, że wznosiłam wzrok ku górze.   


 


Muszę jednak zaznaczyć, że twórcy z góry reklamowali Mosaic stwierdzeniem, że ich gra jest po prostu nudna. Monotonne podróżowanie z domu do pracy i rozwiązywanie pojedynczych zagadek logicznych po drodze faktycznie z czasem okazywało się nużące, więc muszę przyznać, że ten jeden raz reklama nie kłamała. Może fajniej wyszłoby to w formie przebitek filmowych, jednak w postaci gry zwyczajnie nie zdało egzaminu.

 

Po trzecie – czy Mosaic to przepis na sukces?

Nie można odmówić produkcji Krillbite Studio potencjału. Ciągłe siedzenie w telefonach, aplikacje mobilne opanowujące nasze życie, korporacje nakazujące monotonną pracę i wszechobecne wypalenie zawodowe - Mosaic mogło być grą na miarę naszych czasów. Główny bohater nie potrafi odnaleźć się w społeczeństwie, które utonęło w tzw. korpo-life i nie dostrzega zagrożeń narzuconego stylu życia. Jako jedyna postać z oczami i ustami, bez marynarki, próbuje wyrwać się z błędnego koła i otoczenia, które – jak sugerują twarze – zatraciło uczucia i tożsamość.



 

Niestety – tak jak wcześniej wspominałam o nieraz irytującej monotonności, tak również muszę dorzucić szczyptę goryczy do oceny samego pomysłu. Gdyby Mosaic było satyrą na zatracenie społeczeństwa w wirtualnym świecie i wyzysk w pracy, mogłoby być świetnie. Naprawdę widzę w takiej formie większy potencjał. Tymczasem otrzymaliśmy smutny obraz ogromnie złych korporacji, które umiłowały sobie zniszczenie jednostki i stworzenie szarego bezrozumnego tłumu. Główny bohater – bezimienny, co ma sens w tak ukazanej rzeczywistości – jest pracownikiem największej z największych firm na świecie, która zatrudnia tysiące, jeśli nie miliony ludzi jednocześnie. Ma umowę (o co wcale nie tak łatwo w naszych czasach, mówiąc z własnego doświadczenia), ubezpieczenie zdrowotne, pracę w stałych godzinach. Jedynym, co jest od niego wymagane, jest punktualność. Może też konkretna produktywność, ale ta spada, choćbyśmy nie wiem, jak bardzo się starali. Nieraz próbowałam sprawdzić, jak potoczy się gra, gdy postanowię zignorować wnęki między budynkami, latającego motylka czy ulicznego grajka… i nie mogłam tego zrobić. Ekran zatrzymywał się, nie pozwalał mi przejść dalej, a ja musiałam zajrzeć tam, gdzie gra chciała, by doprowadził do jednego konkretnego finału gry. Czy jest więcej? Grałam trzy razy, by to sprawdzić i niestety zawsze kończyłam tak samo, mimo prób zmiany zachowania. Raz grałam bez przerwy w Blopa, dzięki czemu zdobyłam prawie wszystkie osiągnięcia wymienione na podstronie gry na Steamie. Kiedy indziej sprawdzałam, czy w jednej z sekwencji motylek zawsze musi przeżyć. Co więcej, do tej pory nie rozgryzłam wstawek z bohaterem tonącym w morskich odmętach czy lewitującym nad chmurami. Miały pokazać górki i dołki? Nadzieję – wznoszenie się ku niebu - i beznadzieję – przepadanie w głębinach - walczące o miejsce w jego życiu?

 


Trzy godziny i do widzenia

Po pierwszym zakończeniu licznik czasu spędzonego w grze pokazał, że w Mosaic grałam trzy i pół godziny. Wliczały się jednak w to wszelkie przerwy, jakie w trakcie gry robiłam na spacer z psem czy zrobienie czegoś do jedzenia – byłam ciekawa, co się stanie, gdy zostawię bohatera samego sobie w niektórych momentach. Bez tego jestem pewna, że wspomniana liczba zmalałaby spokojnie o czterdzieści minut. Według strony How Long to Beat, przejście tej mrocznej i nieco abstrakcyjnej przygodówki powinno zająć minimum trzy godziny. Być może więc fakt, że po dwóch pierwszych dniach życia głównego bohatera przestałam skupiać się na układaniu włosów, poprawianiu krawata czy sprawdzaniu skrzynki na listy, odjął nieco czasu, który dopełniłby statystyk. Rzadziej też zaglądałam w telefon, bo i tak nie miało to większego sensu. A może pełne przejście gry zakłada robienie tych wszystkich czynności każdego dnia? Może robiłam błąd, zostawiając parasol w domu, gdy widziałam deszcz na szybach (mimo że żadne konsekwencje tego mnie nie czekały, bo na dworze deszczu jakoś nie było)?

 

Co więcej, w przypadku Mosaic ciężko mówić o jako takim gameplayu. Całe sterowanie, jak i rozgrywka, sprowadza się do trzymania lewego klawisza myszki i wskazywania bohaterowi, gdzie ma iść. Teoretycznie mamy jeszcze zadanie logiczne w pracy – niby codziennie nieco trudniejsze, ale wciąż takie samo – oraz telefon i dostępne na nim aplikacje (mozaikową wersją Tindera, w której nigdy nie znajdziemy pary; giełdę, która zawsze przyniesie nam straty; aplikację do bezmyślnego klikania w ekran, bo czemu nie, skoro i tak się nudzimy), ale to nie tworzy gameplayu w takim znaczeniu, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni jako gracze.



 

Gdy Mosaic ukazało się na gamingowym rynku pod koniec 2019 roku, byłam naprawdę ciekawa, czy gra jest warta swojej ceny. Mroczna oprawa graficzna i specyficzny styl z karykaturalnymi postaciami ludzi zapowiadały interesującą i ambitną produkcję. Obawiałam się jednak przekombinowania i spalonego potencjału… i właśnie to dostałam. W tym momencie gra dostępna jest na Steamie w cenie 71,99 złotych – i kompletnie nie jest tych pieniędzy warta. Jeśli trafi Wam się kiedyś okazja nabycia jej za dychę, to wtedy dajcie jej szansę. Jeśli nie, z pewnością znajdziecie coś lepszego na wieczór.

 

Autorka: Natalia „Taliya” Pych

Brak komentarzy